Seans dla trojga

Sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem, kto do kina chodzi w pojedynkę. Nie musi z nikim negocjować terminu ani repertuaru. Bez ograniczeń może płakać, gdy smutno czy straszno, śmiać się bezrozumnie – gdy mu wesoło. Kiedy idziesz na film z partnerem, często stajesz wobec konieczności kompromisu – ty masz ochotę na melodramat, on zaś upiera się przy nowej produkcji von Triera. A co wówczas, gdy nosisz w sobie nowe życie? We trójkę do kina? A czemu by nie? Odmienny stan – to jednak również odmienne traktowanie kinowych spraw, które w tym szczególnym czasie wymagają uzgodnień trójstronnych. W wyborze kinowego repertuaru ma swój głos również przyszły potomek.

Nie zawsze głos ten będzie artykułowany głośno i wprost – choć znane są i takie przypadki, gdy nienarodzone dziecko w zaawansowanym stadium ciąży dawało wyraz swemu niezadowoleniu wobec odgłosów walki, podskakiwało przy filmowych detonacjach, wyrażało swoje niezadowolenie wobec drgającego jak światło stroboskopu obrazu w migotliwych, kręconych „z ręki” filmach ze szkoły Dogmy.

Wybierając się do kina, warto więc pamiętać, że w ostatnim trymestrze życia płodowego dziecko słyszy. Oszczędźmy mu więc obrazów batalistycznych, filmów o wojnach światów czy choćby zagładzie naszego skromnego universum. Oszczędźmy również dlatego, że wykształcony, dojrzewający od 2 miesiąca system nerwowy dziecka w jakimś stopniu przejmuje emocje matki. Badania doświadczalne potwierdziły, że dziecko już w okresie rozwoju prenatalnego zdolne jest do przeżywania prostych emocji. Gwałtowne doznania zmysłowe sprawiają, że serce malucha bije szybciej, zmienia się jego ruchliwość i mimika, co może stanowić fizjologiczny odpowiednik przeżycia stresu. Jeśli się boisz, jesteś wbita w fotel z przerażenia, część negatywnych odczuć, choćby w postaci prostej, bezpostaciowej emocji ze znakiem minus, staje się udziałem twojego dziecka. Ono przecież patrzy twoimi oczami, słyszysz za dwoje, dziecko czuje to co ty. Planując repertuar dla trojga, kieruj się gustem własnym i potrzebami partnera, nie zapominaj jednak, że nie jesteście już sami.

Czy to ogranicza? Niekoniecznie! Być może to niepowtarzalna okazja, by we trójkę w doskonałych humorach przeżyć kolejny sequel poczciwego Shreka, który właśnie wchodzi na ekrany. W polskiej wersji – skarbnica fantastycznych głosów: Zbigniew Zamachowski udziela głosu najsłynniejszemu ogrowi świata, osiołkiem jak zwykle jest Jerzy Stuhr. Występuje dwóch Wojciechów: Mann i Malajkat, Cezary Pazura, Małgorzata Zajączkowska. Oto nietoksyczna, trójwymiarowa rozrywka dla trojga. Ty – ubawisz się po pachy, dziecko w pogodnym nastroju spędzi miły wieczór w dobrym towarzystwie. A partner? No cóż… Podobno każdy facet (nie tylko marszałek Schetyna) ma w sobie coś ze Shreka i chętnie pośmieje się z poczciwego ogra. Czemu smiejoties’? Nad soboju smiejoties…

Albo klasyka. Powrót do przeszłości. Jakieś małe kino studyjne, gdzie dolby stereo surround nie rozsadza czaszki. Gdzie idzie się nie tylko do kina, ale i na film. Gdzie woń popkornu nie dołącza się do pozostałych bodźców „5 D”. W warszawskim „Iluzjonie” można w lipcu zobaczyć uroczo zabawny film sprzed półwiecza – „Pięcioraczki” z Fernandelem i Louisem de Funèsem w rolach głównych. Albo kilka przedwojennych obrazów z Aleksandrem Żabczyńskim, w 110. rocznicę jego urodzin. Czyż to nie miło „powrócić jak za dawnych lat”, do „Manewrów miłosnych”, „Pani minister tańczy” czy „Zapomnianej melodii”? – we trójkę?
Spieszmy się chodzić do kina, bo już za chwilę, przez parę lat – w najlepszym razie poranek albo „Noddy”…