Jak zbudować autorytet?

To jedno z trudniejszych wyzwań stojących przed rodzicem (choć na początku wydaje się, że nauka samodzielnego jedzenia, trening czystości, pory snu i wprowadzanie pierwszych papek…) – budowanie rodzicielskiego autorytetu. Jak sobie poradzić z tym zadaniem?

A jak autorytet, a jak autentyczność

Autorytet to przede wszystkim autentyczność – mówi Paula Sztrubel – Berbeć, od wielu lat pracująca z dziećmi w Powiślańskiej Fundacji Społecznej. Aby zbudować autorytet wiarygodność, rodzic musi być autentyczny. Nie udawać, nie kryć emocji – nawet tych trudnych. Mama nie musi (a nawet nie może!) być zawsze uśmiechniętą i zadowoloną istotą ze zdjęć i reklam. Warto pokazać dziecku, kiedy jesteś zła, czy smutna – dodaje. Pokaż dziecku, że też masz prawo do emocji, złości, gniewu. Nie staraj się udawać kogoś kim nie jesteś. Dziecko wyczuje fałszywą nutę – a wtedy z budowania autorytetu ( na oszustwie!) nici.

Autorytet czy partner?

Istnieją rodzice, którzy być może mając w pamięci własne surowe wychowanie, próbuje być dla swojego dziecka kumplem. Czy to sprzyja budowaniu autorytetu? Relacja partnerska nie wyklucza autorytetu twierdzi Paula Sztrubel – Berbeć, ale wychowując dziecko partnersko należy jasno stawiać granice i być w tym wyznaczaniu granic konsekwentnym. Konsekwencja i znajomość granic jest dla dziecka podstawą poczucia bezpieczeństwa, przewidywalności otaczającego świata – co gwarantuje mu prawidłowy rozwój.

Rodzice traktujący swoje dziecko jak partnera dają mu wybór, ale w pewnych określonych ramach. Przykład? Wychodząc do przedszkola zimą maluch może wybrać między czapką z pomponikiem lub cieplutką uszanką, a nie w bezmiarze nakryć głowy ze słomkowym kapeluszem włącznie! Rodzice-kumple, którzy pozostawiają dziecko w gąszczu potencjalnych możliwości przerzucają odpowiedzialność na dziecko, które nie jest w stanie jej unieść. Ta wielość możliwości powoduje „zagubienie” dziecka. A to przecież dorosły powinien przejąć inicjatywę, prowadzić dziecko przez świat – podsumowuje Berbeć.

Nawet autorytet rodzica ( choć pierwotny i na początku naturalny) z czasem musi być przez rodzica wypracowany, zasłużony. Rodzic niekonsekwentny, chwiejny, nie umiejący postawić jasnych granic, zmieniający zasady nie będzie miał autorytetu za samego tylko faktu bycia rodzicem.

Jeśli nie rodzic, to kto?

Zdarza się niekiedy, że dziecko nie ma w rodzicach oparcia (np. rodziny patologiczne), co w późniejszym czasie może skutkować ucieczką w gry komputerowe, alkohol, narkotyki, sekty., podejrzane subkultury. Wówczas wybawieniem dla dziecka może stać się inny mądry, dojrzały dorosły – wychowawca, terapeuta, nauczyciel – który poprowadzi go przez życie (a przynajmniej jego część) wyznaczając zasady, wskazując dobry kierunek.

Chwal mądrze!

Wydaje się, że nic tak nie motywuje dziecka jak chwalenie go. Niezmiernie ważne jest jednak, aby pochwały miały odzwierciedlenie w faktach. Znajdź w dziecku coś co naprawdę robi świetnie i chwal go za to. Choćby pochwała „Robisz pyszne naleśniki” jeśli jest prawdziwa, jest ważniejsza niż „Śpiewasz/ tańczysz/ malujesz najpiękniej na świecie”. Grupa rówieśnicza szybko zweryfikuje pochwały nie mające pokrycia w faktach – twierdzi Paula Sztrubel – Berbeć. Wówczas nasz autorytet zadrży w posadach, a dziecko poczuje się zagubione i oszukane.

Przyznawaj się do błędów!

Rodzice często mylą autorytet z nieomylnością! Nic bardziej błędnego. Rodzic ma prawo – jak każdy – do błędu czy pomyłki. Ważne, aby potrafił się do niego przyznać, przeprosić, wytłumaczyć. Nie tylko w ten sposób nie utraci autorytetu, ale przekaże prawidłowy wzorzec zachowania w takich sytuacjach. A przede wszystkim jego autorytet nie runie jak domek z kart, w sytuacji kiedy dziecko w końcu odkryje, że mama czy tata nie jest wszechwiedzącym bóstwem, a człowiekiem, który popełnia błędy.